Blog skierowany jest do wszystkich osób, których priorytetem jest wychowanie Dziecka. Z czasem będą się tu pojawiać pomysły na zabawy, recenzje książek, opisy różnych metod wychowawczych i inne treści, które będą przybliżać wiadomości dotyczące szeroko pojętej pedagogiki. Mam nadzieję, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Ostatnio będąc w księgarni trafiłam na puzzle od Czuczu - Układam Robaczki. Serii Czczu większości rodziców nie trzeba przedstawiać. Dla niewtajemniczonych są to różnego rodzaju puzzle i gry edukacyjne dostosowane do wieku dziecka.
układam robaczki - czuczu
Wracając do robaczków. Moje dziecko jest nimi bardzo zainteresowane. Gdy przyniosłam do domu kolorowe pudełko Mała miała 20 miesięcy. Początkowo układałyśmy puzzle razem, teraz coraz lepiej radzi sobie sama.
W zestawie znajduje się 5 czteroelementowych układanek: pszczoła, osa, motyl, gąsienica i ślimak. Mam wrażenie, że trzy pierwsze są łatwiejsze do ułożenia dla dziecka, a ślimak i gąsienica wymagają większej wprawy i wyobraźni przestrzennej. To duży plus, ponieważ cały zestaw nie znudzi się szybko. Moja córka po kilku próbach opanowała układanie pszczoły, motyla i biedronki, a gąsienica i ślimak nieprzerwanie ją zajmują na dłużej.
Poza układaniem robaczki można traktować jako źródło wiedzy o częściach ciała tych żyjątek, jak również dobrą podstawę do nauki kolorów i liczenia.
Dla mnie to świetna układanka w dobrej cenie. Z dotychczasowych zestawów od Czuczu ten zdecydowanie najlepiej się u nas sprawdza.
Jedną z rzeczy o której pomyślałam planując wyprawkę był monitor oddechu. Dużo słyszałam o bezdechach u dzieci i o przerywanym śnie młodych mam. Dla własnego spokoju, ale przede wszystkim dla bezpieczeństwa dziecka postanowiłam zakupić takie cudo.
Na rynku dostępne są dwa typy urządzeń wykrywających ruchy dziecka: przenośne i stacjonarne. Oba działają na tych samych zasadach: wykrywają ruch towarzyszący oddechowi. W naszym krótkim stażu przetestowałam dwa monitory oddechu: Tommy Tippy (stacjonarny) i Snuza Hero (przenośny).
Tommy Tippy towarzyszył nam prawie od samego początku. Urządzenie składa się z płytki pod materac, panelu sterowania i z odbiornika niani elektronicznej. Całość ma wbudowane baterie, ale można też korzystać z prądu podłączając monitor do gniazdka. Pod materacem w łóżeczku układa się płytkę, która rejestruje ruchy. W momencie, gdy płytka ta nie wykryje ruchów przez 20 sekund urządzenie wydaje głośny dźwięk, który przy włączonej niani jest wydawany również przez nią. Urządzenia stacjonarne są wygodne ponieważ są podłączone na stałe i dziecko wystarczy odłożyć do łóżeczka, a następnie włączyć monitor. Jednak model Tommy Tippy ma jedną płytkę, która musi być ułożona w miejscu, gdzie leży dziecko. Powoduje to częste, fałszywe alarmy, które zwłaszcza nocą są bardzo stresujące, a gdy powtarzają się często również irytujące. Dziecko się wierci i przemieszcza, więc z wiekiem zjawisko to narasta. Ponadto zwłaszcza na początku zapominałam wyłączyć monitor po wyciągnięciu dziecka z łóżeczka, co kończyło się alarmem - wtedy stresował się już tylko śpiący tata. ;) I istniało ryzyko, że można zapomnieć włączyć monitor po powrocie dziecka na miejsce. Niestety to, że urządzenie jest stacjonarne ma swoje ograniczenia. Dziecko lubi spać w różnych miejscach, jak choćby w łóżku rodziców, czy w wózku. W takim przypadku zostajemy bez wsparcia. Podobnie jest z łóżeczkami turystycznymi, które nie posiadają materaca. Nie wiem też czy była to przypadłość tylko tego urządzenia, ale w momencie, gdy ktoś przechodził koło łóżeczka monitor działał jakby dziecko oddychało, co oznacza, że łatwo można zaburzyć jego pracę, ale również to, że jest bardzo czułe, a to plus:). Niestety monitor miał też trudność z działaniem, gdy przy refluksie dziecka musieliśmy podnieść materac do góry, więc zamiast materaca musieliśmy podnieść całe łóżeczko. Ale dużym plusem było to, że gdy dziecko zasnęło niespodziewanie po prostu włączałam monitor i już. W tym przypadku nie ma też znaczenia, czy dziecko śpi na plecach, czy na brzuszku - monitor i tak działa. Nie oceniam tu marki monitora, bo przypuszczam, że wady i zalety zależą raczej od samej formy monitora niż od konstrukcji. Wyjątkiem mogą być monitory, które posiadają dwa sensory, które są ułożone na dwóch końcach łóżeczka. Jeżeli miałabym oceniać wykonanie tego konkretnego modelu to nie miałabym żadnych zastrzeżeń. Wszystko działało bez zarzutu, niania miała czysty dźwięk i była bardzo czuła na dźwięki, a sam monitor był prosty w obsłudze.
Przejdźmy teraz do monitora przenośnego. My zdecydowaliśmy się na Snuzę Hero. Jest to maleńkie urządzenie, które przypina się do pampersa lub do paska spodni, rajstopek itp. Snuza jest maleńka i nie zauważyłam żeby przeszkadzała dziecku. Kolorowa końcówka jest miękka więc dostosowuje się do ruchów dziecka. Urządzenie również nastawione jest na wykrywanie ruchu związanego z oddechem. To konkretne urządzenie po 15 sekundach bezruchu zaczyna wibrować, co ma pobudzić dziecko do oddechu, jeżeli sytuacja się nie zmienia po 5 sekundach zaczyna piszczeć. Jeżeli wibracja pomoże to światełko monitora, które miga przy każdym ruchu zmienia się z zielonego na czerwone, co jest sygnałem, że coś się wydarzyło. Ponadto urządzenie to wykrywa płytkie ruchy i ilość ruchów. Jeżeli w ciągu minuty ruchy są w przeważającej ilości płytkie lub jest ich mniej niż 8 również pojawia się dźwięk. Z pewnością dużym plusem jest to, że monitor ten może być używany praktycznie wszędzie, zarówno w łóżeczku jak i w nosidełku, bujaczku, czy wózku (pod warunkiem, że nim nie jeździmy). Choć używamy go już trzy miesiące to nie zdarzył nam się jeszcze fałszywy alarm. Minusem jest, zwłaszcza na początku, trudność zakładania i konieczność montowania urządzenia w nocy przy każdej zmianie pieluchy. Gdy dziecko zaśnie w ciągu dnia również może być problem. Nasze dziecko, gdy zasypia śpi kamiennym snem, więc nie ma problemu z podpięciem urządzenia (pod warunkiem, że ma na sobie spodenki i nie trzeba się dostawać do pieluszki). Domyślam się jednak, że dla dzieci, które śpią czujnie podpinanie Snuzy może być skuteczną pobudką. Nasza Córa nie śpi na brzuszku, ale producenci w instrukcji zapewniają, że można wtedy podpiąć Snuzę z boku i również będzie działała - sprawdzałam przez chwilę i faktycznie tak było. Przenośny monitor można zabrać ze sobą wszędzie i nawet jeżeli mamy do dyspozycji zwykłe łóżko nasze dziecko może spać bezpiecznie.
Podsumowując. Oba monitory spełniają swoje zadania. Dla osób, które układają dziecko do snu tylko w łóżeczku i nie podróżują zbyt często monitor stacjonarny będzie odpowiedni. Dla osób mobilnych lub z mobilnym dzieckiem urządzenie przenośne sprawdzi się lepiej. Wybór zostawiam każdemu z osobna :)
Oczywiście produkty uzyskałam dzięki uprzejmości Canpol, poprzez formularz na Blogosferze (każdy może spróbować). Dostałam przesyłkę, a w niej dwa niezbędne przy dziecku produkty.
Na początku przedstawię podgrzewacz. Zapakowany w standardowe pudełko, na pierwszy rzut oka ładnie się prezentuje. Już na zdjęciu widać ciekawy, nowoczesny wygląd.
Po rozpakowaniu wygląda również bardzo fajnie. Zestaw składa się z: podgrzewacza, wkładu na butelki, słoiczki oraz wkładu z pokrywką - do bezpośredniego podgrzewania pokarmu. Dla mnie to bardzo przydatna funkcja, gdyż jest to szybki sposób na przygotowanie posiłku dla niecierpliwego dziecka, bez konieczności przekładania go do innych pojemników.
Podczas podgrzewania pokarmu w słoiku lub w butelce musimy zastosować plastikowy wkład. Dzięki niemu pojemnik z jedzeniem nie styka się bezpośrednio z grzałką, a wyciągnięcie przygotowanego jedzenia nie grozi poparzeniem. Wystarczy wyciągnąć cały plastikowy element i gotowe.
Do podgrzewania samego pokarmu jest kolejny wkład, który tak jak słoik, czy butelkę umieszczamy w pierwszym plastikowym elemencie. Ten pojemnik posiada przykrycie, które pasuje do obu wkładów. Dla mnie jest to plus, bo czasami jedzenie przygotowuje wcześniej w podgrzewaczu. Dzięki pokrywce nie ma obaw, że w jakiś sposób jedzenie się zanieczyści.
Użycie podgrzewacza jest bardzo proste. Nalewamy wodę i przekręcamy pokrętło. W tym momencie pojawia się pomarańczowe światełko, które świadczy o tym, że urządzenie się nagrzewa. Trwa to bardzo krótko. Jeżeli podgrzewamy pokarm pokrętło ustawiamy na maksymalną temperaturę, w momencie, gdy chcemy utrzymać jedzenie w stałej temperaturze ustawiamy pokrętło na początku skali - w oznaczonym ciemnym kolorem punkcie.
I plus z przymrużeniem oka ;) pasuje mi do wystroju wnętrza ;)
Podsumowując: podgrzewacz wygląda bardzo dobrze, szybko się nagrzewa, jest łatwy w użyciu i posiada praktyczne rozwiązania w postaci plastikowych wkładów. Polecam.
Teraz czas na mojego faworyta wśród butelek. Opatentowana nowość w firmie Canpol, antykolkowa butelka Haberman.
U mojego dziecka nie spotykałam się z typowymi objawami kolki, typu dwugodzinny płacz, ale mimo wszystko zawsze gdzieś był problem z powietrzem połykanym przy jedzeniu z butelki. Ta butelka wychodzi na przeciw wszystkim zatroskanym rodzicom. Moje dziecko od początku było bardzo wybredne jeśli chodzi o wybór butelek, dlatego też zwracam uwagę na szczegóły.
Butelka prezentuje się ciekawie, na pewno oryginalnie. Opakowanie ma tekturowe. Po wyjęciu z pudełka jest wstępnie złożona. Posiada instrukcje obsługi i uwaga(!) pierwszy raz przy butelce musiałam jej użyć. Nie dlatego, że obsługa jest skomplikowana, ale dlatego że ma wiele nowości w zastosowaniu.
Nowością jest smoczek i zielony krążek, który umieszcza się w zakrętce. Zielony krążek to filtr który odseparowuje powietrze. Umieszcza się go poprzez nałożenie od góry smoczka i zakrętki.
Cała butelka to dla mnie rewelacyjny wynalazek. Po pierwsze: smoczek posiada przycisk dzięki któremu go napełniamy. Gdy raz wciśniemy przycisk smoczek jest cały czas napełniony, a nowo wpływający pokarm jest odpowietrzany. Dzięki temu mleko nie rozlewa się przy przykładaniu go do buzi. Przy poruszaniu butelką, bez naciśnięcia przycisku pokarm nie powróci do butelki. Poza tym butelka może być stosowana od urodzenia do 6 miesiąca bez konieczności zmiany smoczka. Jak to możliwe? Poprzez obrót butelką wokół własnej osi zmieniamy przepływ płynu. Jeżeli widzimy, że dziecko je zbyt szybko i nie radzi sobie z połykaną ilością pokarmu obracamy i koniec problemu. Dobre dla każdego dziecka, bo wiek jest różny i różne potrzeby. Jest to też plus dla mam karmiących piersią, dzięki temu dziecko nie odzwyczaja się od silnego ssania. Kolejny plus to smoczek umieszczony nie pośrodku, ale z boku. W przypadku mojego wymagającego dziecka tylko taki się sprawdzał, bo przypominał jej pierś. Butelka ma dużą pojemność (260ml) przez co może służyć dłużej. przy większej ilości zjadanego pokarmu. Całość można bardzo szybko umyć i wyczyścić. Składanie i rozkładanie elementów jest banalnie proste, ale tak jak pisałam przed pierwszym użyciem trzeba się zapoznać z instrukcją żeby nie popełnić błędu.
Na koniec żeby zobrazować działanie nagrałam filmik. Mam nadzieję, że czytelny :)
Cóż mogę powiedzieć? Butelka moim zdaniem to naprawdę bardzo dobry produkt, pełen innowacji i ułatwiających karmienie pomysłów. Dobry dla dziecka i dla mamy. Polecam.
Tradycją powoli staje się mój udział w Blogosferze Canpol. Z miesiąca na miesiąc przekonuję się, że to jest po prostu świetne. Ja, jako mama i pedagog jestem zainteresowana wszelkimi przedmiotami dotyczącymi dzieci. Wiadomo, sama nie jestem w stanie kupić wszystkich produktów, więc pomysł z testowaniem jest rewelacyjny.
W tym miesiącu do testowania, ale również do otrzymania jako nagroda do konkursu jest mata edukacyjna. Nie ukrywam, ucieszyłaby mnie bardzo możliwość jej testowania.
Każdy może spróbować swoich sił. Wystarczy zarejestrować się na Blogosferze i wypełnić formularz. W sytuacji, gdy zostaniemy wytypowani do naszego domu przybędzie produkt do testowania, który musimy sprawdzić i rzetelnie opisać. Fajnie? Bardzo fajnie! Trzymajcie kciuki za mnie w tej edycji :)
Zacznę od przyborów do włosków. Moja siedmiomiesięczna córka ma ich niedużo, ale na tyle, aby szczotka była przydatna.
Jak informuje producent szczotka "Newborn baby" wykonana jest z naturalnego włosia, co zapobiega elektryzowaniu się włosków. Ponadto włosie jest delikatne, ale wystarczająco twarde, aby prawidłowo pielęgnować główkę dziecka.
Zdecydowanie, opis producenta w pełni pokrywa się z prawdą. Szczotka rzeczywiście ma włosie odpowiednie do delikatnej skóry niemowlaka. Jest nie tylko przyjemne w dotyku, ale także jest bardzo gęste przez co dokładniejsze w czesaniu. Wyraźnie widać, że pielęgnacja tą szczotką to dla dziecka przyjemność. Kształt samego produktu jest bezpieczny, zaokrąglony, dzięki czemu podczas wycierania po kąpieli można śmiało dać ją dziecku do rączek bez obaw o urazy. Muszę dodać, że włosie bardzo dobrze trzyma się w nasadzie i nie wypada, jak ma to miejsce w odpowiednikach innych firm, które posiadam. Szczotka jest dość sporych rozmiarów, więc czesze na raz dużą część główki - to dobra opcja dla niecierpliwych dzieci. Produkt dostępny jest w trzech przyjemnych kolorach z trzema różnymi ozdobnymi aplikacjami.
Grzebień ma gęste ząbki przez co z pewnością świetnie sprawdzi się przy dłuższych, plączących się włoskach. Ma kształt odpowiedni do ręki dorosłej osoby, ale tak jak szczotka jest on bezpieczny dla dziecka. Aplikacje są takie same jak na szczotce.
Kolejną rzeczą, którą testowałyśmy był aspirator do noska. Cóż, tutaj również się nie rozczarowałam. Po pierwsze to, co widzimy na początku to estetyczne, funkcjonalne opakowanie. Zestaw zawiera aspirator z możliwością kontroli siły ssania oraz dwie wymienne końcówki. Muszę przyznać, że ten produkt był najbardziej "na czasie" jeśli chodzi o naszą domową sytuacje. W momencie, kiedy go otrzymałam moja Córa miała katar, więc mieliśmy sposobność go przetestować w trudnych warunkach porównując go przy okazji z innymi, które już posiadaliśmy.
Przede wszystkim aspirator cały wykonany jest z miękkich elementów. Końcówki jak już wspomniałam są wymienne i bardzo łatwo się je czyści. Pokrywka końcówki pozwala na dozowanie siły ssania, dzięki czemu nie uszkodzimy maluszkowi śluzówki, ani też nie narazimy go na stres, a odciągnięta wydzielina nie przedostanie się do naszych ust. Miłym zaskoczeniem jest zabezpieczenie od strony ustnika, które zapobiega wciągnięciu do buzi części aspiratora. Dzięki niemu nie musimy trzymać rurki i mamy wolne obie ręce. Sam ustnik również ma odpowiedni kształt gdyż nie musimy robić rurki z ust przez co odciąganie jest łatwiejsze i bardziej skuteczne. Gdy użyłam aspiratora za pierwszym razem sądziłam, że nie poradzi on sobie z katarem, ale pomyliłam się i bardzo szybko, jednym pociągnięciem opróżniłam córce nos. Co ciekawe przy innych odciągaczach bardzo się denerwowała, a przy tym spokojnie dała sobie wyczyścić nosek. Kształt końcówki do nosa jest dostosowany do malutkich dzieci i uniemożliwia zbyt głębokie wsunięcie. Ponieważ rozszerza się stopniowo jest dobry dla każdego noska, a przy odpowiednim używaniu zatyka dziurkę sprawiając, że nie odsysamy niepotrzebnie powietrza z zewnątrz, Piszę o tym ponieważ ten problem mam w innym aspiratorze, w którym końcówka jest wąziutka i zamiast odsysać wydzielinę odsysam powietrze.
Piękny wzór, miękki i dobrze osuszający, naprawdę godne polecenia okrycie. Duży kapturek to ogromna zaleta tego produktu, po kąpieli sprawdza się świetnie i nie pozwala na zawianie główki. Ponadto jest bardzo miłe w dotyku i przyjemnie otula dziecko szybko chroniąc przed zmarznięciem. W przeciwieństwie do zwykłego ręcznika ogrzewa jak kocyk. Jest wystarczająco duże i naprawdę praktyczne. Do tego dołączona jest dwustronna myjka, delikatna, ale skuteczna. Kupowałam wiele produktów tego typu i niejeden raz spotkałam się z chemicznym zapachem zaraz po otwarciu, tu tego nie było i to też jest duży plus.
Podsumowując, wszystkie testowane przeze mnie produkty są godne polecenia. Przyjrzałam się im obiektywnie i nie widzę nic, co przemawiałoby na ich niekorzyść.
Przypomina, że każda blogująca Mama również ma szanse testować produkty Canpol. Wystarczy zalogować się na stronie Canpol - blogosfera i wypełnić odpowiedni formularz. Powodzenia!
Jestem ciekawa, czy któraś z Mam miała już do czynienia z tymi produktami lub innymi firmy Canpol? Jakie są Wasze wrażenia?